• Strona główna
  • O mnie
  • Kontakt i współpraca

Bookchilling

BLOG KSIĄŻKOWY

  • Recenzje
  • Literatura rosyjska
  • O tych co w cieniu

Przypomnijcie sobie czasy szkolne, a w szczególności lekcje języka polskiego. Gotowe? Dobra, a teraz wyobraźcie sobie, że wraz z waszą polonistką omawiacie Odyseję Homera. Już? Świetnie! A teraz zamieńcie Morze Potworów (po którym to podobno w pocie czoła żeglował sobie Odys) na Trójkąt Bermudzki, a samego króla Itaki na trójkę nastolatków, którzy mają do wypełnienia kolejną ważną misję. Jeżeli wasza wyobraźnia na żadnym z tych etapów was nie zawiodła to otrzymaliście właśnie zarys drugiego tomu przygód Perciego Jacksona autorstwa Ricka Riordana czyli Morza Potworów.
Rok szkolny powoli dobiega końca. Percy odlicza już dni do powrotu na Obóz Herosów. Kiedy mama prosi go o rozmowę i radzi mu, aby na wakacje został jednak w domu, młody herosów zaczyna przeczuwać, że dzieje się coś złego. Kiedy następnego dnia chłopak zostaje zaatakowany przez potwory jest pewny, że coś jest na rzeczy. Przy pomocy Annabeth oraz swojego nowego znajomego Tysona udaje mu się pokonać mroczne kreatury. Okazuje się jednak, że nic nie jest już takie jak kiedyś. Sosna strzegąca Obozu Herosów została otruta, nikt nie wie gdzie znajduje się jedyne lekarstwo mogące ją uratować, a władze na Obozie uległy drastycznej i niekoniecznie dobrej zmianie. 
Zaczynając książkę Morze Potworów miałam co do niej spore wymagania. W głębi serca marzyłam, aby autor zastosował podobny sposób pisania co chociażby J.K Rowling w swojej słynnej serii o Harrym. Wraz z dojrzewaniem głównego bohatera "rośnie" również język. Staje się bardziej dojrzały, ten proces najczęściej jest łatwo zauważalny. Taka forma pisania ułatwia czytelnikowi wyłapanie istotnych zmian jakie dokonały się na przestrzeni kolejnych części w głównym bohaterze lub też bohaterach. (przeważnie dotyczą one charakteru) Byłam bardzo szczęśliwa kiedy zauważyłam, że Rick Riordan podszedł do tego właśnie w ten sposób. Druga część przygód młodego herosa jest o wiele bardziej dopracowana niż pierwsza, szczególnie pod względem językowym. Dialogi, których wciąż jest wiele i które sprawiają, że akcja toczy się naprawdę szybko, są bardziej dopracowane i logiczne. 

Istotną zmianę można dostrzec również w bohaterach. Wydorośleli, ich zachowania sa bardziej rozsądne. W ciągu dalszym, w licznych sytuacjach wykazują się odwagą, ale nie jest to zachowanie typu #yolo, którym epatowali w pierwszej części serii. Decyzje podejmowane przez nich są w większości przemyślane, często wykazują się wiedzą oraz sprytem. Na pierwszy rzut oka widać, że Percy stał się dojrzalszy, zapewne za sprawą przygód, których doświadczył. 

Kolejnym plusem Morza Potworów, który przychodzi mi na myśl, jest humor, który bezpośrednio łączy się z koncepcją książki czyli uwspółcześnieniem wędrówki Odyseusza, króla Itaki. Trójka przyjaciół pokonuje mniej więcej tę samą drogę co Odys, oczywiście z drobnymi kosmetycznymi zmianami. Żarty, kąśliwe uwagi, czasami z pozoru smutne spostrzeżenia mają swój szczególny urok, który wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Numerem 1 była dla mnie Madame Kirka ze swoim Salonem Odnowy Biologicznej i hodowlą świnek morskich. 

Druga część przygód młodego herosa już za mną. Trzecia grzecznie czeka na swoją kolej. Głęboko wierzę, że tendencja zwyżkowa wciąż będzie się utrzymywać, aż w końcu będę mogła w 100% zaufać Perciemu i nie bać się o jego życie i dalsze losy.  

Rick Riordan Morze Potworów, przeł. Agnieszka Fulińska, wyd. Galeria Książki 2006
0
Share
Z niemałą trwogą patrzę jak na rynku wydawniczym przybywa książek poruszających temat nastolatków cierpiących na depresję, która potem popycha ich w stronę samobójstwa. Z jednej strony cieszę się, że autorzy książek nie robią z tego tematu tabu, bo nie ma nic gorszego nic usilne udawanie, że nic złego się nie dzieje. Zastanawiam się jednak, czy coraz więcej takich pozycji nie świadczy o tym, że problem bynajmniej się nie zmniejsza, a z dnia na dzień staje się poważniejszy? Obecność na rynku takich książek jak Eleonora i Park Rainbow Rowell, Wszystkie jasne miejsca Jennifer Niven czy Moje serce i inne czarne dziury Jasmine Wargi, o której poniżej piszę, świadczy o tym, że my jako społeczeństwo (nie tylko polskie) mamy poważny problem. 

Poznajcie Aysel. Aysel to dziewczyna, która nie może pogodzić się z czymś czego dopuścił się jej ojciec. Wyśmiewana w szkole bądź traktowana jak trędowata przez swoich rówieśników wcale nie ma łatwego i przyjemnego życia. W domu również nie układa się tak jakby chciała. Ogromny ślimak depresji, który umościł sobie ciepłe mieszkanko gdzieś w okolicach jej brzucha powoli popycha ją w stronę samobójstwa. Pewnego dnia, korzystając ze strony internetowej, poświęconej  tematowi samobójstwa, poznaje Romana, który staje się jej partnerem do samobójstwa. Oboje skrywają tajemnice, którymi ciężko jest im się dzielić. Może jednak minus i minus w życiu realnym również da plus? 

Jakiś czas temu usłyszałam od znajomego, że samobójstwo to domena tchórzy. Nie zgodzę się z nim, podobnie jak nie zgodziłaby się z nim bohaterka książki Moje serce i inne czarne dziury. Twierdzi ona , że aby popełnić samobójstwo człowiek potrzebuje niesamowitej odwagi, bowiem targnąć się na własne życie, wcale nie jest łatwo. Oglądając reportaż Krzysztofa Gonciarz Las samobójców miałam ciarki. Czytając książkę Jasmine Wargi nie miałam dreszczy. Z góry mniej więcej przeczuwałam co może się wydarzyć. Książka okazała się dosyć przewidywalna. Temat, który poruszyła autorka mógłby zostać bardziej rozwinięty. Akcja toczy się naprawdę szybko, a kolejne rozdziały są zapisane w formie odliczania do wyznaczonego dnia samobójstwa. Brakowało mi jednak silniejszego wciągnięcia czytelnika w fabułę. Tylko momentami czułam ten znajomy skurcz serca, który niemal  nie opuszczał mnie podczas lektury Promyczka Kim Holden.

Jeśli chodzi o bohaterów to zdecydowanie bardziej przekonał mnie do siebie Roman. Może dlatego, że wydawał mi się po prostu bardziej autentyczny i prawdziwy, lepiej wykreowany i bardziej przemyślany niż Aysel. Łatwiej było mi zrozumieć jego smutek i poczucie winy. W stosunku do Aysel, odniosłam wrażenie, że potrzebowała po prostu bliskiej osoby, której mogłaby się wygadać. Równie dobrze tą osobą mogłaby być jej siostra czy mama, jednak Aysel uparcie nie chciała ich do siebie dopuścić. Bohaterka czasami sprawiała wrażenie jakby nie widziała nic poza czubkiem własnego nosa. Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdze, że nie było jej ciężko, trudno i że nie miała depresji. Nie. Chodzi mi po prostu o jej trochę egoistyczne podejście do sprawy; typu: Tylko ja cierpię. Nikt inny. To co zrobił mój ojciec dotknęło wyłącznie mnie, nikogo innego. A to bzdura. Jej mama ucierpiała na pewno tak samo, w końcu przeżyła z nim jakąś część swojego życia. Nie twierdzę również, że Aysel nie wzbudziła we mnie nawet iskierki sympatii. Była, w moim odczuciu, postacią po prostu mniej wiarygodną. 

Rzeczą, która naprawdę mi się podobała w tej książce, było zakończenie. Autorka pokusiła się o końcówkę, która niekoniecznie wszystko ostatecznie rozwiązuje i wyjaśnia. Zostawia czytelnika z pewną niewiadomą. Jaką? Tego nie mogę wam zdradzić. Przekonajcie się sami!

Bardzo cenię sobie książki, które mogą zmienić czyjeś życie na lepsze. I chociaż książka Jasmine Wargi mogłaby zostać napisana odrobinę lepiej, bardziej emocjonalnie, w sposób który chwyciłby czytelnika za serce równie mocno co historia Promyczka, to i tak najważniejsze w tej książce jest jej przesłanie. Słowa pomocy i empatii płynące ze stron. Bo nikt na świecie nie jest tak naprawdę samotny. Jest mnóstwo osób, które mogą wyciągnąć do nas pomocną dłoń. Musimy jedynie ją zauważyć i mocno ją chwycić. 

Jasmine Warga, Moje serce i inne czarne dziury, przeł. Ewelina Kleszcz, wyd. Burda książki 2016 


2
Share


Pamiętam czasy kiedy słysząc słowa: bogowie, herosi, tytani, Olimp, nad głową zapalała mi się żarówka z napisem: Jan Parandowski. Jego opowieści o bogach, tak łudząco podobnych do zwykłych śmiertelników, były na dobrą sprawę jedynymi jakie znałam.  Dopiero parę dni temu jedna dobra duszyczka pożyczyła mi książkę Ricka Riordona, która niemal bez ostrzeżenia wrzuciła zarówno mnie jak i swojego bohatera do świata bogów. Świata, który aż buzuje od intryg, zdrad, kłamstw i przeróżnych masek, za którymi skrywają się prawdziwe oblicza i motywy bohaterów.

Percy to przeciętny, na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniający się nastolatek. Ma jednak dziwną tendencję do pakowania się w kłopoty, które najczęściej kończą się wyrzuceniem ze szkoły. Kiedy podczas klasowej wycieczki sprawia, że nauczycielka polskiego rozsypuje się w drobny mak, cały jego świat upada na głowę. Dziwny ciąg zdarzeń oraz rozmów, których jest świadkiem zdaje się nie mieć końca. W końcu wychodzi na jaw, że Percy jest synem jednego z bogów olimpijskich, którzy uwili sobie gniazdko w Ameryce. Trafia do Obozu Herosów i otrzymuje niesamowicie trudną misję,podczas której musi odnaleźć Piorun Piorunów, czyli całkiem poważną zabawkę Zeusa, zanim będzie za późno i cały świat pogrąży się w wojnie.

W całej książce znalazłam parę rzeczy, które mi osobiście niezbyt się podobały lub które należałoby nieco podszlifować. Może zacznę od języka, który chwilami był zbyt prosty, momentami zakrawający na dziecinny. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to książka, której grupą docelową jest o wiele młodszy odbiorca niż 21 panna, która myśli, że wie wszystko. Nie czytałam książki Riordana w oryginale, więc trudno jest mi powiedzieć czy to autor dobrał język w taki sposób czy może palce w tym (dosyć delikatnie, ale jednak!) maczał tłumacz. Kolejną rzeczą na którą zwróciłam uwagę są nazbyt lekkomyślne działania bohaterów. Postępowali oni bez żadnego zastanowienia,  bezmyślnie szafowali swoim życiem na prawo i lewo. Chwilami miałam wrażenie, że misję, którą otrzymali traktują jak zabawę, a #yolo jest ich życiowym mottem. Bali się wymawiać imiona bogów, ale rzucanie im hejtów w twarz było jak najbardziej w porządku, świadczyło o odwadze(trochę bezmyślnej – znowu!) i było całkowicie bezpieczne.

Akcja w książce mknie bardzo szybko, praktycznie nie ustając, dlatego ciężko jest przerwać lekturę na którymś rozdziale i iść przykładowo sprzątać kuchnię, bo kończąc jeden rozdział chce się już wiedzieć co będzie się działo w następnym.  Dynamiki dodają również liczne dialogi oraz krótkie wymiany zdań między bohaterami , niektóre z nich rzeczywiście potrafią czytelnika rozśmieszyć, niektóre mogłyby być skonstruowane bardziej logicznie.

Czym Percy tak naprawdę chwycił mnie za serducho? 
Pomimo czasem zdarzających się dziwnych i nieprzemyślanych wybryków, Percy jest naprawdę dobrym wzorem bohatera dla młodego czytelnika. Posiada cechy charakteru, które człowiek powinien w sobie pielęgnować od najmłodszych lat. Należy zwrócić przede wszystkim uwagę na docenianie swoich przyjaciół, zaradność, odwagę, humor i chęć niesienia pomocy. Cieszę się oczywiście, że autor nie pozbawił Perciego również cech negatywnych (wybuchowy charakter, porywczość i roztrzepane), ponieważ każdy jest tylko człowiekiem, każdy ma prawo do błędów i każdy powinien pracować nad sobą, powoli się doskonaląc. I uważam, że to jedno z naprawdę ważnych przesłań płynących z tej książki.
Autor zarobił u mnie również dużego plusa, ponieważ wykazał się niecodziennym podejściem do tematu mitologii. Chodzi tutaj w głównej mierze o przedstawienie bogów olimpijskich żyjących w XXI wieku. Przecież nie tak łatwo być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami technicznymi. A tutaj bóg na motocyklu, tu jakieś gadżety, tu jakieś transmisje telewizyjne…Genialne, prawda?
Ponad to książka przesycona jest różnymi informacjami, które w bardzo łatwy sposób można przyswoić. Najczęściej jest to wiedza, albo pomijana w szkole, albo podawana w tak niemożliwej do strawienia formie, że żaden uczeń do mitologii raczej już w przyszłości nie wróci, a szkoda! Kto nie jest ciekawy jak zabić Meduzę,albo z kim Ares spotyka się po kryjomu, żeby żona się nie dowiedziała? Wiedza przydatna i niesamowicie życiowa (przesadzam trochę), ale co jeśli okaże się, że jesteśmy herosami? Lepiej się przygotować!

Podsumowując. Czekam na kolejne części, które dobra duszyczka obiecała mi dostarczyć w najbliższej przyszłości. Mam nadzieję, że nie zawiodę się i dalej będę trochę matką – kwoką , która stoi nad Percym, drży o jego życie, a jednocześnie w głębi serca mu kibicuje, żeby skopał jeszcze trochę potworowych tyłków!


A Wy mieliście do czynienia z Percym? Jak Wam podobały się jego przygody? Jestem bardzo ciekawa!

Rick Riordan, Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy, tom 1, przeł.Agnieszka Fulińska, Galeria Książki 2009.
1
Share
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Bookchilling

Znajdziecie mnie na:

  • Facebook
  • Instagram

Popularne posty

  • Chłopak na zastępstwo
      Czy macie czasami problem z oceną własnej wartości? Miewacie dni kiedy jedyne czego potrzebujecie oprócz porannej kawy to kilka słów ...
  • W krainie kolibrów
    Kobiety rządzą światem. Można uznać to za sprawdzoną i potwierdzoną wiedzę. Przecież za każdym przywódcą stoi jego żona, kochanka, siost...
  • Kredziarz
    Mówi się, że każdy z nas skrywa jakieś tajemnice. Mroczna strona ludzkiej osobowości w różnych przypadkach, daje o sobie odpowiednio znać. ...

Obserwatorzy

2016 Reading Challenge

2016 Reading Challenge
Gabriela has completed her goal of reading 50 books in 2016!
hide
56 of 50 (100%)
view books

Archiwum bloga

  • ►  2018 (1)
    • ►  lutego (1)
  • ►  2017 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ▼  2016 (31)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ▼  października (3)
      • Morze Potworów [tom 2]
      • Moje serce i inne czarne dziury
      • Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy [Złodziej Pioruna]
    • ►  września (7)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (8)
Jedyny w swoim rodzaju blog książkowy!. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Autorzy

  • Rick Riordan
  • Colleen Hoover
  • Diana Gabaldon
  • Donna Tartt
  • Geraldine Brooks
  • Graham Masterton
  • Hanya Yanagihara
  • Jack Ketchum
  • Jasmine Warga
  • Kasie West
  • Kim Holden
  • Maja Lunde
  • Michael Scott
  • Przemysław Kossakowski
  • Raphael Montes
  • Sofia Caspari
  • Stephen King
  • Victoria Aveyard
  • Wacław Radziwinowicz

Prawa autorskie

Wszystkie zdjęcia oraz teksty opublikowane na blogu są moją własnością. Zgodnie z DZ. U z 1994r. nr 24 poz. 83 posiadam prawo ich ochrony, a związku z tym nie wyrażam zgody na kopiowanie i rozpowszechnianie treści bloga bez mojej zgody.

Jesteśmy RR!

Jesteśmy RR!
zBLOGowani.pl

Inne

  • booktour
  • liebster blog award
  • o tych co w cieniu
  • podsumowanie
  • praca zbiorowa
  • recenzja
  • rereading
  • wyzwanie
Copyright © 2016 Bookchilling

Created By ThemeXpose & Distributed By Free Blogger Templates