Czy macie czasami problem z oceną własnej wartości? Miewacie dni kiedy jedyne czego potrzebujecie oprócz porannej kawy to kilka słów pocieszenia i dowartościowania? Ja miewam tak dosyć często i myślę, że mogę założyć, że Wy również, w jakimś stopniu. W końcu to całkiem normalne, każdy człowiek ma prawo do gorszych i lepszych chwil w swoim życiu. Powyższy problem pojawiającego się chwilami spadku naszej samooceny nie w pełni odzwierciedla problem głównej bohaterki książki Kasie West Chłopak na zastępstwo, ale poniekąd o niego zahacza. Dlaczego? Sami się przekonajcie!
Poznajcie Gie, przewodniczącą samorządu szkolnego, perfekcyjną uczennicę otoczoną wianuszkiem perfekcyjnych przyjaciółek. Gia ma idealną pod każdym względem rodzinę, w której złotym środkiem jest zawsze brak kłótni oraz przystojnego (i studiującego!) chłopaka Bradleya...A nie! Poprawka, wyśniony chłopak właśnie zerwał z nią, na dwie minuty przed balem maturalnym, tym samym niszcząc jest misternie uknuty plan utwierdzenia przyjaciółek, że wcale chłopaka nie zmyśliła. Co robić? Szczęście postanawia uśmiechnąć się do Gii. Na parkingu natyka się na przypadkowego chłopaka, który zgadza się towarzyszyć dziewczynie na balu udając Bradleya. Gia nawet nie zdaje sobie sprawy jakiej ilości kłamstw będzie zmuszona jeszcze użyć.
Książka Kasie West jest typowym przykładem gatunku Young Adult, który czyta się w ekspresowym tempie. Spokojnie można jej użyć jako przyjemnego "umilacza" wieczoru kiedy to po ciężkim dniu nasz mózg cały buzuje, a my mamy ochotę na coś całkowicie niezobowiązującego. Bo taka właśnie jest ta historia - niezobowiązująca. Bardzo prosta, z morałem, który z pewnością nie należy do niesamowitych odkryć, a jest po prostu fundamentalną rzeczą o której należy pamiętać.
Bohaterowie wykreowani przez autorkę wzbudzają w nas ogromną sympatię (oczywiście oprócz tych, którzy tej sympatii wzbudzać wcale nie mieli). Mają swoje jaśniejsze i ciemniejsze strony, ale to jeszcze bardziej nas do nich ciągnie, bo...to takie ludzkie. Każdy z nas ma pełne prawo czasami się pogubić. Są obdarzeni niezaprzeczalnym urokiem, ogromem pozytywnej, dobrze nastrajającej energii, szczególnie tyczy się to Haydena. (Zawsze mam większy sentyment do bohaterów płci męskiej. Czy to dziwne?) Bardzo doceniłam w nim jego zdecydowanie i pewność co do właściwego wyboru własnej drogi życiowej. Emanował dobrem i ogromem współczucia dla drugiej osoby. Jego charyzma, otwartość i łatwość w nawiązywaniu kontaktu z ludźmi to cecha, której zazdrościła mu nie tylko główna bohaterka książki, ale po trochu również i ja. Czas jednak pozostawić uroczego Haydena i skupić się na powodzie całego zamieszania czyli Gii. Tak naprawdę nie do końca wiem w jaki sposób powinnam się do niej odnieść. Moim zdaniem autorka zbytnio wyolbrzymiła problem dziewczyny. Dużo hałasu tak naprawdę o nic. Nie bronię jej, sknociła bardzo wiele rzeczy, wiele razy zachowała się w sposób powierzchowny i płytki, wykorzystywała ludzi do swoich celów, kłamała i robiła inne mniej lub bardziej nieprzyjemne rzeczy, ale chyba trochę zbyt wiele tej cierpiętnicy jak na jeden raz. Kajała się i użalała nad sobą przez większą połowę książki przy okazji wymuszając żeby inni kajali się razem z nią od czasu do czasu poklepując ją przy tym po plecach. Biedne, skrzywdzone stworzonko.
Dzisiejszy, współczesny świat, w którym żyjemy taki jest. Liczymy się z komentarzami i opiniami ludzi zamieszczonymi w sieci, każde pozytywne słowo to dobra dawka motywacji i siły, i nie powinno się nam tego zabierać. To miłe. Gorzej jeśli dochodzi do sytuacji przeciwnej, w naszą stronę kierowany jest hejt, a słowa mają nas zranić. Trzeba umieć zachować do tego odpowiedni dystans i kierować się zdrowym rozsądkiem. Przede wszystkim jednak należy pamiętać o tym jaka jest nasza wartość, wartość naszej osoby poza siecią. Nie zapominać o tym, że najważniejszymi i najbardziej cennymi słowami są te wypowiadane przez najbliższe nam osoby, te które nas kochają i które kochamy my sami. One są największym skarbem, o który powinniśmy walczyć i zabiegać.
Kasie West Chłopak na zastępstwo, przeł. Jarosław Irzykowski, wyd. Feeria Young 2016
Bardzo ładna i mądra recenzja lekkiej i przyjemnej lektury, która w jakiś sposób nie tylko umila nam wieczór/dzień, ale także wzbudza do chociażby krótkiej refleksji.Stałam się wierną fanką Kasie West od pierwszej jej powieści! Czekam na wiecej :D
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję! Z chęcią sięgnę po następną książkę tej autorki jeśli kiedyś nadarzy się ku temu okazja. :3
UsuńWłaśnie czytam, jak wiesz, jestem mniej więcej w połowie i muszę powiedzieć, że kolejny raz, o dziwo, podoba mi się książka young adult. Jeszcze niedawno broniłam się przed nimi rękami i nogami. :D Ale "Chłopaka na zastępstwo" czyta się szybko, z przyjemnością, a jednocześnie ta historia jest w pewien sposób autentyczna (znaczy może samo zastępowanie chłopaka niezbyt, ale ci bohaterowie tacy są) i taka po prostu urocza... :D Chyba się starzeję, że zaczynam doceniać zwykłe powieści o zwykłej, nastoletniej miłości i nastoletnich problemach. :D
OdpowiedzUsuńBardzo trafne podsumowanie w ostatnim akapicie! Trzeba przyznać, że o niektórych problemach zbyt rzadko się wspomina, chociaż wydaje mi się, że ostatnio książki young adult stają się trochę bardziej dojrzałe i można z nich wynieść wiele mądrych wartości. W najbliższym czasie po "Chłopaka na zastępstwo" nie sięgnę, ponieważ mam ogrom zaległości i nie chcę kupować nowych książek, ale będę pamiętać o tej pozycji na przyszłość, jako o niezobowiązującej lekturze na samotne wieczory :)
OdpowiedzUsuń