Powszechnie wiadomo, że jeśli masz zrobić coś niesamowicie ważnego, co prawdopodobnie, w jakimś stopniu, zadecyduje o twojej przyszłości, to co wtedy robisz? Chwytasz się jakiejkolwiek innej rzeczy, która kompletnie nie ma najmniejszego związku z tym co akurat powinieneś ogarniać.
Takim oto sposobem sięgnęłam po Zmierzch Stephanie Meyer. Powieść która kilka lat temu zawojowała czytelniczy świat, zdobyła tysiące fanów i tyle samo przeciwników i prześmiewców. Zmieniła również dotychczasowy sposób postrzegania stereotypowego wampira. To nie są już krwiopijcy, śpiący w trumnach, zmieniający się w randomowego nietoperka, bojący się czosnku i przemykający pod osłoną nocy od jednej zalęknionej dziewuszki do drugiej. Stephanie Meyer stworzyła na kartach swojej książki boga z marmuru, który dodatkowo posiada przydatną funkcję lampek choinkowych. Nie śpi w trumnie, a w pięknie zaaranżowanym domu, dodatkowo można rzec, że jest tak po "wampirzemu" weganinem. Taki myk!
Pierwszy raz przeczytałam Zmierzch w gimnazjum. Pochłonęłam całą tetralogię i przez dłuższy czas pozostawałam pod jej urokiem. Powodem był chyba Edward. Tajemniczy wampir. Typowy bad boy z kasztanowymi włosami, ostrymi ząbkami i zabójczym uśmiechem, który zasiewa maleńkie ziarno niepewności: zje mnie teraz czy dopiero za chwilę?
Sięgnęłam po nią drugi raz jakiś tydzień temu. Gaba, lat 21 vs Gaba, lat 17. Czy coś się zmieniło?
O tak! I to bardzo dużo. Mam nadzieję, że moje bardziej sceptyczne spojrzenie wzięło się z tego, że trochę wydoroślałam i zmądrzałam, a nie dlatego, że przesiąkłam negatywnymi komentarzami, opiniami i memami, których w Internecie (nawet teraz!) jest całkiem sporo.
1. Miłość od pierwszego...ugryzienia?
Otóż nie do końca, chociaż muszę przyznać, że szybkość z jaką ta dwójka wyznała sobie dozgonną (ups!) i płomienną miłość jest równie duża jak ta z jaką Edward przedzierał się przez chaszcze z Bellą na plecach. Oczywiście przemilczę to, że Młody Bóg musiał trzy dni wcześniej wynieść się na Alaskę, żeby nie zagryźć dziewczyny.
2. Kolejna bohaterka #yolo?
2. Kolejna bohaterka #yolo?
Poraża mnie brak instynktu samozachowawczego Belli. Wampir ciągle i ciągle powtarza jej, że może ją schrupać jak płatki kukurydziane na śniadanie, a ona z głupim uśmiechem podstawia mu szyje. Różowe okulary miłości przy jej zachowaniu to naprawdę jedynie pikuś.Chwilami jej podejście do chłopaka było w stylu: Jestem rocznym dzieckiem, nie wiem jeszcze co jest dla mnie dobre, ani czego mam się bać i od czego trzymać z daleka, ale strasznie chce tego ogromnego lizaka. Nie ważne, że się nim zadławię i umrę. Smutne.
3. Mistrz mimiki.
Edward przez 3/4 książki z niczego nie jest zadowolony. Cały czas robi jakieś dziwne miny, tu się krzywi, tam się wykrzywia, za chwilę się uśmiecha, a sekundę później wyrywa drzewo z korzeniami. W końcu nie wiadomo czy jest zły, czy dopadła go niestrawność.A podobno to kobiety mają humory.
4. Niby szybcy, a taksówki nie dogonią.
Zawiodłam się na Cullenach. Źle świadczy o nich fakt, że dali wyprowadzić się w pole człowiekowi. I gdyby to jeszcze był jeden wampir, ale nie! Dwójka. Jeden przewiduje przyszłość, a drugi niby tylko sobie kontroluje uczucia, ale przecież wszyscy mogliby konkurować z Boltem na olimpiadzie. A Bella im ucieka. Na nogach. To znaczy, najpierw na nogach, a potem taksówką, no ale moi drodzy! Jak to tak? Jeśli zwykły człowiek, w dodatku taki, który nie potrafi przejść metra po równej powierzchni, żeby się nie potknąć na "zwodniczo płaskim odcinku podłogi" jak to ujął Rowan Atkinson w jednym ze swoim skeczy, potrafi ich tak wpuścić w maliny, to jak oni niby chcieli konkurować z Jamesem oraz Viktorią. Przewróciłabym ostentacyjnie oczami, ale się powstrzymam.
A jakie są wasze spostrzeżenia odnośnie Zmierzchu? Jest coś co ewidentnie Was irytuje w powieści Stephanie Meyer? Podzielcie się ze mną swoją opinią. Jestem szalenie ciekawa!
Ja nie mam najmniejszego zamiaru sięgać po "Zmierzch", a już na pewno nie w polskiej wersji, bo słyszałam, że tłumaczenie ma wiele błędów. Moja nauczycielka z angielskiego nawet opowiadała mi, że pisała o tych błędach jakąś pracę na studiach :D
OdpowiedzUsuńA z tą mimiką bohaterów chyba podobnie jest filmie, przynajmniej wnioskuję po tym fragmencie, który obejrzałam. To też zniechęciło mnie do przeczytania książek :)