Małe Życie




Pozycja, która wdarła się do czytelniczego światka wywracając go do góry nogami. Przeglądając bookstagramowe profile czy wertując kolejne adresy blogów nie sposób nie zwrócić na nią uwagi, bo chociaż tytułowe „życie” jest małe to książka może przerazić swoją obszernością. Jednak to nie rozmiar był powodem, dla którego okrzyknięto ją najgłośniejszą amerykańską powieścią roku. Małe Życie to ponadczasowa historia, która zostaje z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury.

Czterech przyjaciół tuż po ukończeniu studiów przenosi się do Nowego Jorku, aby zacząć nowe życie. Nie mają nic poza sobą i swoimi ambicjami. Willem – aspirujący aktor, JB – utalentowany malarz, Malcolm – sfrustrowany architekt, oraz tajemniczy i wycofany Jude, który stanowi dla wszystkich punkt oparcia. Z czasem ich relacje stają się coraz bardziej pogmatwane za sprawą uzależnień, sukcesów, dumy.
Ciężko jednoznacznie określić co stanowi główną myśl książki, bo sprowadzenie jej tylko i wyłącznie do kwestii przyjaźni byłoby w wysokim stopniu krzywdzące. Autorka z resztą nie pozostawia czytelnikowi żadnych złudzeń, że to książka o czymś więcej, że w pewnym stopniu opowiada ona o każdym z nas. Strony powieści przepełnione są miłością (różnymi jej odmianami), więzami przyjaźni, poświęceniem, cierpliwością, wyrozumiałością, współczuciem. Te uczucia nakłaniają czytelnika do odkrycia własnego życia na nowo, do docenienia go w sposób, w który nie zrobiło się tego wcześniej. Okłamałabym Was jednak twierdząc, że tylko te pozytywne uczucia poznamy w trakcie czytania. Na równi spotkamy się ze strachem, bólem, cierpieniem, pokonywaniem własnych granic, słabości, aby w końcu zasmakować męczeńskiej walki o zachowanie godności (której momentami wydawać by się mogło, już nie posiadamy) i przeżycie.
Przyjaźń oznacza bycie świadkiem dręczących nieszczęść przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów. To przywilej bycia przy drugiej osobie w jej najtrudniejszych chwilach i świadomość, że samemu można się przy niej czuć podle.
Każda kolejna strona powieści to cicha zgoda czytelnika na pełne uczestnictwo w życiu czwórki przyjaciół. Pozwalamy tym samym na wszystko i stajemy się bezbronni i odsłonięci. Boli nas każdy cios, każda brutalność, każda rana, która zostaje zadana bohaterom powieści. Stapiamy się z nimi w jedność, w myślach prosząc dla nich o lepszy dzień, miesiąc, rok. Boimy się, że nie będziemy mieć w sobie dostatecznej ilości siły, aby przetrwać kolejny z rzędu upadek, kolejną porażkę. Autorka zaangażowała czytelnika, w tę historię, w tak nieprzyzwoicie wysokim stopniu, że zakrawa to chwilami na zbrodnię.
(…) cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, aby znaleźć ludzi lepszych od siebie, nie inteligentniejszych, nie bardziej cool, ale lepszych, serdeczniejszych i bardziej wybaczających, a potem szanować ich za to, czego mogą cię nauczyć i słuchać ich, gdy mówią coś o tobie samym, choćby i najgorszego…albo i najlepszego, to się zdarza; i ufać im, co jest najtrudniejsze ze wszystkiego. Ale i najlepsze.

Małe Życie to cudowna, ponadczasowa historia, z którą powinien zapoznać się każdy bez wyjątku. Warto przedrzeć się przez początek, nie zrażać się do bohaterów oraz ich życia, które przyjdzie nam przecież z nimi dzielić przez najbliższe 800 stron, bo niezmiernie rzadko dostajemy do ręki coś tak pięknego i prawdziwego, co w pewnym stopniu, definiuje nas samych. Demaskuje człowieka, pokazując jego kruchość, słabość. Obnaża łatwość z jaką można zniszczyć człowieka ingerując tym samym w całe jego przyszłe życie. Książka amerykańskiej autorki jest trudna i wymagająca, ale zdecydowanie jedyna w swoim rodzaju. Taka, którą chciałam przeczytać od nowa, zaraz po zamknięciu okładki.

Unknown

    2 komentarze:

    1. Ja ją kupiłam już jakieś półtora miesiąca temu i na razie stanęłam na 250 stronie i nie mogę dociągnąć dalej. Strasznie mi się dłuży... Ciężko mi się czyta taką czcionkę w dodatku w tej książce jest więcej opisów niż dialogów.
      Planuję ją kontynuować w święta. ^^

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Pamiętam, że gdy ją zaczęłam czytać również bardzo ciężko było mi się wciągnąć i miałam coraz większe opory przed kontynuowaniem. Potem jednak dokonałam jakiegoś przełomu i ruszyłam do przodu jak torpeda kończąc ją w trzy dni. ;)
        Życzę Ci w takim razie powodzenia z lekturą przez święta i niech będzie to udany czas! <3

        Usuń