Dziewczyna z sąsiedztwa


Jak trafnie zauważył Stephen King we wstępie do Dziewczyny z sąsiedztwa tytuł wskazuje na „głupkowate, pogodne romansidło, spacery w świetle księżyca, potańcówki w szkole”. Niech cię jednak, drogi czytelniku, nie zwiedzie pierwsze skojarzenie. W książce nie znajdziesz duchów, wampirów czy wilkołaków. Spotkasz tam o wiele gorszego potwora.

Meg i Susan są siostrami ocalałymi z wypadku samochodowego, w którym zginęli ich rodzice. Dziewczynki wprowadzają się na przedmieścia, do domu swojej ciotki Ruth, która mieszka wraz z trójką synów. Wkrótce wyjdzie na jaw, że siostrom nie będzie dana możliwość prowadzenia spokojnego życia. Bardzo dokładnie poznają jednak zawilgoconą piwnicę, sznur i ataki szału ciotki. Szaleństwo będzie ogarniało coraz większość liczbę ludzi. A siostry zostaną zdane na łaskę chłopca, który wciąż się waha między poddaniem się szaleństwu, a uratowaniu sióstr z piekła.
Ból może działać od zewnątrz.
Mam na myśli to, że czasem to, co widzisz, jest bólem. Bólem w najokrutniejszej,najczystszej formie. Bez lekarstw, snu czy nawet szoku lub śpiączki,które mogłyby cię otumanić.
Dziewczyna z sąsiedztwa to nie jest arcydzieło. To po prostu dobrze napisana książka, która przeraża swoją treścią. Mrozi czytelnikowi krew w żyłach, pokazuje mrok jaki może kryć się w człowieku i potworności na jakie ten może się zdobyć. Pod koniec książki błagałam, aby to się już skończyło, po cichu przeklinałam autora, że pokazał mi taką stronę człowieka.
Złość, nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który poprowadzi człowieka do destrukcji.
Jack Ketchum zaprezentował nam w swojej książce korowód czarnych postaci. Skupię się tutaj głównie na Ruth, ciotce dziewczynek, która stanowiła epicentrum zła. Rzucała od czasu do czasu złotymi myślami typu: „Duma prowadzi do upadku.” lub „Wszystko, co musicie zrobić, to być mili dla kobiety, a ona zrobi dla was wszystkie miłe rzeczy, jakie tylko chcecie.”. I wierzcie mi, nie miała na myśli laurki. Ruth była kobietą złamaną przez życie. Porzucona przez męża, została sama z trójką dzieci. Ketchum daje przykład tego, że mrok, ten najgorszy z możliwych, gromadzi się właśnie w ludziach, którzy nie potrafią pogodzić się z przeszłością. Tłumią w sobie żal, gromadzą negatywne emocje, które potrzebują jedynie impulsu, katalizatora, który je uwolni. Puszka Pandory. Zło rozlewa się na innych ludzi. A im go więcej tym silniejsze się staje, tym trudniej nad nim zapanować i je powstrzymać.

Pociesza mnie w tym bagnie tylko jedna rzecz. Akcja utworu przypada na lata 50. To czas, w którym człowiek bardzo cenił swoją prywatność. To co dzieje się za moimi drzwiami nie powinno was obchodzić, to nie wasza sprawa, to nie wasz zakichany interes. „Nie wspominaj o tym.” – to słowa, które Ruth skierowała do głównego bohatera. Tak bardzo się cieszę, że czasy się zmieniły. I trzymam w sercu nadzieję, że dziś do sytuacji przedstawionej w książce by nie doszło. Zło jednak zawsze znajdzie inny sposób. Bo czy mało jest krzywdy na świecie?

Jack Ketchum, Dziewczyna z sąsiedztwa,  przeł. Łukasz Dunajski, Wydawnictwo Papierowy Księżyc 2016.
Strona główna

Unknown

    2 komentarze:

    1. To jedna z tych książek, które bardzo chciałabym przeczytać, ale też nie mam ciśnienia - jak kiedyś wpadnie w moje ręce, to przeczytam. A czuję, że mi się spodoba, bo uwielbiam takie klimaty. ;)

      OdpowiedzUsuń
    2. Jestem bardzo ciekawa co kryje się pod okładką książki. Muszę dostać ją w swoje chciwe, czytelnicze sidła. Zwłaszcza, że obecnie mam ochotę na mroczne powieści, gdyż jak na razie mam dość młodzieżówek.
      Pozdrawiam, Czytelnicza Eminencja

      OdpowiedzUsuń