Szczygieł


Ten obraz sprawiał, że czułem się mniej śmiertelny, mniej zwyczajny. Był wsparciem i zadośćuczynieniem; był pożywieniem i sumą. Był filarem, który podtrzymywał całą katedrę.
Wydawało mi się, że jeśli w swoim życiu natknę się na książkę, która w mojej opini będzie idealna, to pokazanie jej zalet i niejako zareklamowanie jej będzie pestką. Z pozoru banalne zadanie urosło do rangi ogromnego problemu, bo od 5 minut moje dłonie wiszą nad klawiaturą, usilnie próbując ubrać w słowa kłębiące się w głowie myśli. Zobaczmy więc co z tego wyjdzie…

Theo Decker ratuje się z wybuchu, do którego doszło w muzeum. Wykrada stamtąd ulubiony obraz matki, która ginie w tym zamachu. Szczygieł towarzyszy Theo w jego życiowej podróży. Chłopak, a później już mężczyzna wiedziony dziką fascynacją próbuje chronić obraz, jednocześnie drżąc w obawie przed jego utratą i konsekwencjami jakie może ponieść.
(…) dobro nie zawsze wynika z dobrych uczynków, a złe uczynki nie zawsze są skutkiem zła, prawda?
Pokochałam Szczygła przede wszystkim za lekkość z jaką przyszło mi go czytać. Tutaj ukłon w stronę tłumacza - Jerzego Kozłowskiego, który wykazał się ogromnym kunsztem podarował nam fantastyczną historię, która trafi do niemal każdego odbiorcy. W książce zachwyciło mnie również odwołanie do Idioty Dostojewskiego, które stanowiło przykre podsumowanie ludzkiej chęci czynienia dobra. Chęci z której czasami może wyniknąć więcej zła niż ze złych uczynków, których dopuszcza się człowiek.
Bo mówię Ci … - powiedział, czubkiem buta trącając torbę – świat jest dużo dziwniejszy, niż wiemy lub nam się wydaje. I wiem, jak myślisz, jak lubisz myśleć, ale może w tym jednym przypadku nie możesz sprowadzić wszystkiego do czystego „dobra”  lub czystego „zła”, tak jak zawsze byś chciał…? (…) Może to nie takie proste.
Nie minę się z prawdą jeśli stwierdzę, że Donna Tartt pisząc Szczygła, dała społeczeństwu encyklopedię człowieka. Na kartach książki czytelnik pozna bohaterów od podszewki. Na światło dzienne wyjdą ich najgłębiej skrywane lęki, najciszej wypowiadane myśli i największe pragnienia. Trudno nie dać się wciągnąć w losy bohaterów, nawet tych, którzy pojawiają się w powieści tylko na chwilę, aby odegrać epizodyczną rolę i odejść w niebyt. Do niektórych z nich się przywiązujemy, a drugich wolelibyśmy nigdy nie poznać. Moim faworytem wśród bohaterów był Boris, przyjaciel Theo. Urzekł mnie przede wszystkim tym, że był typem spod czarnej gwiazdy, którzy czerpie z życia pełną piersią, właściwie niczego nie żałując. Borys pojawił się w życiu Theo wtedy kiedy on najbardziej tego potrzebował i choć ich przyjaźń można uznać za toksyczną ( w końcowej części książki nawet bardziej niż na początku) to stanowiła dla głównego bohatera ogromne wsparcie. Przede wszystkim jednak była ucieczką ( lub jedynie jej próbą od problemów), z którymi prędzej czy później, Theo musiał się zmierzyć.
Wielki smutek, który dopiero teraz zaczynam pojmować: nikt nie wybiera własnego serca. (…) Nie wybieramy tego, jacy jesteśmy.
Szczygieł to piękna opowieść o odkrywaniu i uczeniu się siebie. O szukaniu sensu życia kiedy ma się wrażenie, że dawno się go straciło i nikt, ani nic nie jest w stanie nam go zwrócić. To opowieść o wielu próbach odnalezienia się w społeczeństwie oraz szukaniu swojego miejsca na ziemi. To wiele emocji, milion uczuć i jeszcze więcej bolesnych skurczy serca, których zwyczajnie należy doświadczyć.

Unknown

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz