Maybe someday



Nie wiem dlaczego sięgając po trzecią z kolei książkę Colleen Hoover łudziłam się, że czeka mnie coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. Mogłam się przecież spodziewać, że autorka po raz kolejny będzie w precyzyjny sposób grała na uczuciach czytelnika, pozwalając mu balansować na granicy płaczu.

Znajomość Ridgea i Sydney rozpoczyna się od balkonu. Od rozmów, w których na głos nie pada żadne słowo, a cisza wypełnia się muzyką. Ridge to geniusz gry na gitarze, cierpi jednak na blokadę twórczą i nie jest w stanie wypełnić melodii tekstem. Sydney to dziewczyna, która prowadzi uporządkowane i spokojne życie, w którym jest czas zarówno na chłopaka jak i studia oraz pracę. Ich drogi przecinają się kiedy Ridge widzi Sydney, siedzącą na balkonie śpiewającą do granej przez niego piosenki. Jest to początek znajomości, w której muzyka przeplata się ze szczęściem i cierpieniem, a powiedzenie: serce nie sługa nabiera tutaj nowego znaczenia.
Kiedy ostatniej nocy trzymałem ją za rękę, uświadomiłem sobie, że nic na tym świecie nie powstrzyma mojego serca od tego, by czuło to, co czuje.
Z ręką na sercu muszę przyznać, że zakochałam się w tej historii. Jest jedyna w swoim rodzaju, niebanalna i wciągająca. Magicznym dla mnie, okazał się cały proces zakochiwania się w sobie głównych bohaterów. Zaplątałam się w niego tak mocno, że skurcze serca i żołądka w trakcie czytania książki nie były niczym dziwnym.
Bohaterowie których stworzyła autorka tylko wzbogacają całość. Nie znajdziecie tam nikogo nadmiernie irytującego. Każdy z nich zapadnie Wam głęboko w pamięć i w serce. Docenicie ich otwartość, siłę z jaką stawiają czoła wszelkim problemom. Pokochacie ich pełną miłości i poświęcenia postawę. Wspólnie z nimi będziecie cierpieć i płakać.
Maybe someday to książka, której strony aż kipią różnymi uczuciami. Rozpoczynając od smutku, złości i zwątpienia poprzez poświęcenie, zaufanie, a kończąc na przyjaźni i miłości. Miłości, która często nie potrzebuje żadnych słów, aby głęboko brzmieć w naszym sercu.  To opowieść o poświęceniu siebie i swojego szczęścia dla drugiej osoby. Wiele z tych uczuć zapisana została między innymi  w piosenkach, gdyż muzyka stanowi ogromną część tej książki.
...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać.
Colleen Hoover w swoich książkach nigdy nie idzie łatwiznę. Nie daje czytelnikowi błahej historii, którą ten przegryzie popijając kawą. To nie jest opowieść na jedną łzę, którą otrzemy pod koniec, wstaniemy i pójdziemy robić pranie. To nie jest historia, w której jasno faworyzujemy jedną ze stron, wznosząc  zuchwałe modły, aby główna postać podjęła koniecznie taką decyzję.  To około 300 stron trudnych decyzji i próby wygrania z czymś tak nieposkromionym jak miłość.

Unknown

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz