Decydując się na tę książkę zastanawiałam się czy przypadnie mi do gustu. Teoretycznie to moje klimaty. Jakaś zagadka, trochę historii, stara książka, a gdzieś w tle wątek miłosny (romans z bibliotekarzem!). Bałam się jednak, że się zanudzę. Prawdopodobnie było to spowodowane okładką, której projekt jakoś nie końca zachęcał mnie do lektury. Wiedziona jednak chęcią poznania nieznanego włączyłam ją do listy książek na Read Week (więcej o wyzwaniu tutaj) i tak oto zaczęła się moja przygoda z Ludźmi księgi. Ale po kolei!
Główną bohaterką książki, od której wszystko się zaczyna,
jest Hanna Heath. Zostaje ona wezwana do Sarajewa, aby zbadać żydowską księgę,
znalezioną podczas wojny przez pewnego bibliotekarza. Badając manuskrypt
znajduje kilka wskazówek (skrzydełko owada, biały włos, plamy z wina), które
pomogą jej wniknąć w historie księgi i dowiedzieć się o wydarzeniach, których
była świadkiem. Czytający dowie się nie tylko gdzie powstała księga, ale również
co działo się z nią później. Pozna ludzi, którzy, czasami nieświadomie, brali
na swoje barki trud ochrony tego interesującego dzieła.
W książce zostały opowiedziane dwie historie, które
przeplatają się ze sobą. Pierwsza z nich dotyczy właśnie Hanny i rozgrywa się w
roku 1996 (i w latach późniejszych). Właśnie w tej części fabuły zawiązana
zostanie intryga. Chociaż to chyba mocno przesadzone stwierdzenie, ponieważ po
pierwsze intryga zawiązuje się jakoś trzy, góra cztery rozdziały przed końcem
książki, a jej rozwiązanie pojawia się w już w ostatnim (no bo kiedy?). Druga historia to historia manuskryptu.
Będziemy śledzić drogę jaką przeszła księga cofając się aż do momentu jej
powstania. Każde ważniejsze wydarzenie z życia księgi jest bezpośrednio
związane ze wskazówką jaką znalazła Hanna podczas prac przy manuskrypcie.
Po lekturze tej pozycji muszę przyznać, że mam co do niej
mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo podobała mi się złożoność fabuły.
Czytelnik zanurza się w niej coraz głębiej i głębiej. Szczególnie tyczy się do
tych części książki, które nawiązują do historii księgi. Kończąc daną opowieść
i wracając do roku ’96 często odnosiłam wrażenie, że wynurzam się z wody
przebijając taflę. Całkiem nieświadomie nasunęło mi się tutaj skojarzenie z
Harrym Potterem i myślodsiewnią.
Z drugiej strony, te nagłe przeskoki z jednego czasu do
drugiego czasami pozostawiały mnie lekko zdezorientowaną. Mijała więc chwila
zanim zorientowałam się w jakim momencie wylądowałam i mogłam spokojnie
wciągnąć się w bieg wydarzeń. Czasami miałam wrażenie, że w fabule zostało
wepchniętych sporo opisów, które nic nie wnoszą do całości, a stanowią tylko
pewnego rodzaju nudny zapychacz. Dopiero gdzieś w połowie lektury zrozumiałam,
że każdy element coś znaczy, a zazębianie się jednego wydarzenia z drugim jest
bardzo ważne.
Bohaterowie nie wzbudzili we mnie praktycznie żadnych uczuć,
jednak chyba nie oni byli tutaj najważniejsi. Moim zdaniem autorka nie chciała
wgłębiać się zbytnio w psychologię postaci, bo i książka teoretycznie nie
opowiadała o ludziach (O losie! Przypomnij mi jak brzmiał tytuł? Ludzie księgi, tak?). Tak, przyznaje bez
bicia. Postaci było mnóstwo, wlewały się górą strony, a wypadały dołem, ale
były one tylko pretekstem. Najważniejsza tutaj była księga.
Po zakończeniu lektury naszła mnie refleksja, że teoretyczna
to taką opowieść można by snuć o każdej pozycji, która dumnie prezentuje się na
półce. A tam zagięcie na okładce, bo pani w Biedronce jakoś gorzej ją
potraktowała, a to jakieś okruszki od batonika, no bo jak tu nie przegryzać
czegoś podczas lektury? Kropelka kawy tu, a herbaty …o tutaj. A w tym miejscu
atrament się rozmazał, bo łzy skapywały na stronnice. Wniosek nasuwa się w
zasadzie jeden. Poczułam się w środku duszy całkiem dumna, bo oprócz bycia
córką, koleżanką, studentką i książkoholikiem stałam się również człowiekiem
księgi.
Polecam, aby na własnej skórze poznać historię Hagady
Pesachowej. Jedni ją polubią, drudzy będą ją traktować z pewnością mniej
przychylnie. Jeśli jednak ktoś lubi pozycje, w której historia przeplata się z
religią, a wątek miłosny jest tylko niewyraźnym tłem majaczącym gdzieś w
oddali, to czemu nie?
Strona główna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz